Arek Wojskowym Mistrzem Świata w Marathonie

Podczas rozgrywanego 28. maja maratonu w Ottawie miały odbyć się kolejne, już 49. Wojskowe Mistrzostwa Świata w maratonie. Zawody dla mnie szczególnie ważne, stawałem do nich w roli obrońcy tytułu wywalczonego przed rokiem w Turynie. Do zawodów szykowałem się z pełnym zaangażowaniem, postanowiłem podnieść sobie poprzeczkę i powalczyć dodatkowo o pobicie rekordu życiowego, który od 2012 roku wynosi 2.11'34"...

arek ottawa meta



PRZYGOTOWANIA
Późny termin rozgrywania maratonu wymagał niestandardowego cyklu szkoleniowego. W związku z tym zastosowałem bardzo długi okres przygotowawczy i dopiero w lutym zacząłem wprowadzać mocniejsze akcenty treningowe. Całą zimę przetrenowałem w Polsce, stymulując się delikatnie namiotem tlenowym. Długi okres wprowadzający podziałał na mnie bardzo dobrze ponieważ już w marcu wskoczyłem na bardzo dobry poziom sportowy, co potwierdzałem na kolejnych zawodach. Dużym zaskoczeniem oraz poniekąd problemem okazał się wybuch formy jaki miał miejsce w pierwszej dekadzie kwietnia, kiedy to podczas Biegu Europejskiego w Gnieźnie pobiegłem 28'55" na dystansie 10km. Był to wybuch o tyle problematyczny ,że forma nie utrzymuje się tyle tygodni, aby dotrwać z nią do 28. maja. Jako ,że jestem sam dla siebie trenerem i znam swój organizm, zdecydowałem się na specjalne rozwiązania treningowe mające na celu przytłumienie formy i przeciągnięcie jej aż do maratonu w Ottawie. Kluczowym okresem treningowym był kwiecień, kiedy to rozpocząłem długie, blisko sześciotygodniowe zgrupowanie w Szklarskiej Porębie. Cały okres BPS ( bezpośredniego przygotowania startowego ) przetrenowałem na dużym luzie. Forma jaką dysponowałem sprawiała ,że nawet najmocniejszy trening nie sprawiał mi większych problemów. Wiele treningów wykonywałem z kolegami z drużyny, Henrykiem Szostem oraz Mariuszem Giżyńskim. Mimo ,że wiele treningów wykonywaliśmy razem to każdy trenował indywidualnie i dostosowywał ilości odcinków, przerwy oraz niekiedy prędkości do swoich potrzeb. Jednym z mocniejszych treningów jaki wykonałem podczas przygotowań były trzy odcinki wykonane na zakręcie śmierci - 5km w 15'10", 5km w 15'04", 3km w 8'58". Biegałem również sporo 30-35km biegów z czego najszybszym okazała się 30ka wykonana po 3'25" na kilka tygodni do maratonu. Tydzień do startu sprawdzałem formę na treningu... przebiegłem z uśmiechem na twarzy 8km w tempie 2'59" i jednego tysiąca po kilkuminutowej przerwie w 2'48"... Wiedziałem już ,że udało mi się przeciągnąć formę. Czułem się jeszcze mocniejszy niż w kwietniu!


START
Na trasę maratonu wyruszyliśmy równo o 7.00 lokalnego czasu. Bardzo szybko uformowała się pierwsza grupa składająca się z kilkunastu czarnoskórych zawodników. Miała ona w planie atak na rekord trasy i bieg z prędkością 3'00"/km. Naturalnym było więc ,że razem z Henrykiem Szostem, Mariuszem Giżyńskim i kilkoma innymi żołnierzami utworzyliśmy drugą grupę. Nie mieliśmy wsparcia pacemakerów więc razem z Heniem szybko wyszliśmy na czoło grupy i zaczęliśmy nadawać tempo. Jedynym oprócz nas ,który angażował się w prowadzenie był zawodnik z Lesotho. Pierwsze 5km pokonaliśmy spokojnie w tempie 3'07"/km. Mimo umiarkowanego tempa pot lał się z czoła, był to niestety bardzo słoneczny i bezchmurny poranek. Już na tym etapie biegu zdawaliśmy sobie sprawę ,że największym naszym rywalem będą warunki pogodowe. Stan rzeczy pogarszał fakt ,że prawie całe przygotowania spędziliśmy trenując w zimowych warunkach w Szklarskiej Porębie. Wspomniany biegacz z Afryki coraz bardziej przejmował inicjatywę czego powodem było zwiększenie tempa. Reprezentant Lesotho wydawał się być niedoświadczonym zawodnikiem, prowadził w bardzo chaotyczny, wręcz interwałowy sposób. Pierwszą dyszkę pokonaliśmy w czasie około 30'50", międzyczas sugerował bieg na wynik w granicach 2.09'. Wszystko dobrze się układało, właśnie tyle planowałem przed biegiem. Zmieniłem Afrykańczyka na prowadzeniu ponieważ ten wydawał się słabnąć i trochę odpuścił. Biegłem razem z Henrykiem, Mariusz odpuścił wkrótce po przekroczeniu dziesiątego kilometra. Kolejne kilometry pokonywaliśmy równym tempem co jest domeną doświadczonych maratończyków. Biegnąc obserwowaliśmy zmieniającą się pogodę, wraz z temperaturą rosła niestety wilgotność. Był to dla nas najgorszy scenariusz z możwilych. Na szczęście, przynajmniej do tego momentu, trasa była szybka co wkrótce ku naszemu przerażeniu miało się zmienić... Około piętnastego kilometra pojawił się ponownie reprezentant Lesotho. Objął prowadzenie przyspieszając z impetem. Miałem chwilę na podjęcie trudnej decyzji, albo zabieram się z nim i biegnę naprawdę szybko albo trzymam swoje tempo i biorę na siebie trudy prowadzenia i opór powietrza. Czułem się bardzo dobrze więc zabrałem się z czarnoskórym biegaczem. Tempo oscylowało około 3'00"/km, tak mocne tempo spowodowało ,że Henryk Szost zaczął tracić do nas dystans. W tym momencie zostałem samodzielnym liderem Wojskowych Mistrzostw Świata, musiałem jeszcze jednak dowieźć to do mety. Trzymałem się swojego ,,zająca", biegnąc za nim mogłem się zrelaksować i oszczędzać chociaż część energii. Dystans od 15 do 21km pokonałem w tempie 3'01"/km. Przebiegając obok słupa oznaczającego półmetek z czasem 1.04'30" pomyślałem sobie ,,wow, ale jest zaje...". Wbiegliśmy na drugą część maratońskiej trasy ,która niestety okazała się bardzo mocno pofałdowana i obfitująca w długie, niekiedy strome podbiegi. Profil sprawił ,że tempo natychmiast siadło, biegliśmy już po 3'11"/km. Podbiegi wkrótce odebrały siły reprezentatowi Lesotho, zmieniłem więc rywala w okolicy 25km i zacząłem samotną walkę z czasem, trasą i pogodą. Biegłem na pozycji teoretycznie niezagrożonego lidera wojskowej klasyfikacji. Warunki pogodowe z każdym kilometrem się pogarszały. W okolicy 28km zacząłem odczuwać objawy odwodnienia. Wiedziałem ,że wkrótce skutkiem tego będzie gwałtowny spadek wydolności organizmu. Uważam ,że dysponuję bardzo sprawnym układ termoregulacji. Niestety nie byłem w stanie uzupełnić na trasie deficytu płynów traconych w wyniku pocenia się. 30kę pokonałem w 1.32'45" czyli w tempie na wynik 2.09'. Myślałem w tym momencie ,że najtrudniejszą część trasy mam już za sobą...nie mogłem się bardziej mylić. Byłem zły ponieważ profil trasy na stronie internetowej w żadnym stopniu nie przygotował nas na takie podbiegi. Gdybym o tym wiedział, najprawdopodobniej zostawiłbym sobie więcej sił na drugą część trasy biegnąc wolniej początek. Dystans pomiędzy 30 a 35 km przebiegłem w tempie 3'18"/km... Na więcej nie było mnie w tym momencie stać. Podczas jednego z kolejnych podbiegów napotkałem tabliczki z tekstami typu ,,Jeśli Trump mógł wygrać to Ty również". Chociaż na chwilę udało się komuś oderwać moją uwagę od bólu i cierpienia! Było już naprawdę ciepło, biegło się coraz ciężej. Robiłem co mogłem aby maksymalnie schładzać organizm. Biegnąc szukałem chociażby odrobiny cienia, a na punktach polewałem się zimną wodą. Straciłem szansę na pobicie rekordu życiowego, skupiłem się na obronie pozycji lidera. Na szczęście na horyzoncie nie było widać rywali. Ostatnie pięć kilometrów przebiegłem na ,,gumowych nogach", byłem strasznie odwodniony... Z daleka zauważyłem metę. Dotarło do mnie ,że udało mi się obronić tytuł Wojskowego Mistrza Świata! Przekroczyłem metę ogromnie zmęczony z czasem 2.13'42", na szczęście byłem jeszcze w stanie stać...


EPILOG
Na wynik sportowy składa się wiele czynników, forma sportowa to tylko jeden z nich. W niedzielę zabrakło mi trochę sportowego szczęścia. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony z osiągniętego wyniku zważywszy na warunki w jakich przyszło mi się ścigać. Oprócz złota wywalczonego indywidualnie mogłem się cieszyć ze złota drużynowego wywalczonego wraz z kolegami z reprezentacji Mariuszem Giżyńskim, Henrykiem Szostem i Błażejem Brzezińskim ,który w ostatnim momencie zastąpił kontuzjowanego Marcina Chabowskiego. Wynik osiągnięty w Ottawie jest moim trzecim najlepszym wynikiem w karierze oraz najlepszym od 2012 roku. Od blisko roku trenuję siebie samego i forma jaką udało mi się przygotować tej wiosny jest dla mnie ogromnym powodem do dumy. Kolejnym celem będzie uzyskanie, podczas jesiennego maratonu, minimum na Mistrzostwa Europy w Berlinie w 2018 roku... Trzymajcie kciuki :)