Nowa życiówka Arka na 10km

W miniony weekend, współpracujący już od 3 lat z TORQ, Arek Gardzielewski ustanowił nową, niesamowitą życiówkę na 10 km - 28:55. Z całego serca gratulujemy i załączamy relację Arka.

arek gniezno

 

Read More

PÓŁMARATON - ŻELKI NE ŻELKI OTO JE PYTANKO !

slajd8

Read More

Arek Gardzielewski Przełajowym Mistrzem Polski

arek mp przelaje 2017

Fotografia - Monika Pieczka Photography

Arek zdobył Mistrzostwo Polski w biegach przełajowych na 4km!

11.03.2017 w Jeleniej Górze stanąłem na linii startu i wywalczyłem swój piąty tytuł mistrza kraju...tym razem w biegu przełajowym na 4km. W dniu mistrzostw słyszałem wiele zdziwionych głosów mówiących ,,maratończyk na krótkim dystansie? Nie ma szans! ". Ja jednak wiedziałem swoje i pobiegłem po swoje!

DYLEMAT
Długo zastanawiałem się czy wybrać teoretycznie pewniejszy dla siebie długi dystans czy zaryzykować z krótkim. Tydzień wcześniej podczas Dziesiątki Wroactiv pobiegłem jednak na tyle dobrze ,że uwierzyłem w zwycięstwo nad średniodystansowcami na ich dystansie. Dodatkowo dowiedziałem się, że trasa w Jeleniej Górze będzie bardzo trudna...To była informacja ,której potrzebowałem. Zależało mi na zdobyciu tytułu ale również na nie przerywaniu procesu treningowego. Bieg na długim dystansie sprawiłby ,że kolejny tydzień po starcie musiałbym przeznaczyć na regenerację. Ja natomiast chciałem od razu przejść w mocny trening aby szlifować się pod półmaraton w Pradze. Zdecydowałem się zaryzykować i ,,upiec dwie pieczenie na jednym ogniu"

PRZYGOTOWANIE i TAKTYKA
Wierzę ,że psychika ma ogromne znaczenie i często decyduje o tym kto zbiera laury a kto schodzi z trasy ze spuszczoną głową. Dzień przed był dla mnie kluczowy. Siedziałem i słuchałem nastrojowej muzyki, wprowadzałem się w konkretny nastrój po czym zacząłem nad sobą pracować. Przekonywałem siebie ,że jestem w stanie wygrać ten bieg. Wmawiałem sobie to tak długo ,że gdy wychodziłem wieczorem na spacer z psem, to w głowie już wygrałem...byłem tego pewien. Wiedziałem ,że od początku będę szarpał i biegł na urwanie głowy, aż zgubię wszystkich. Wiedziałem ,że po trzech kilometrach będę miał już bezpieczną przewagę nad resztą i nikt nie zdoła mnie dogonić nie ważne jak dobre ma predyspozycje do finiszu. Gdybym został z kimkolwiek na ostatniej prostej przegrałbym z całą pewnością. Skupiałem się na swoim największym rywalu, którym był Mateusz Demczyszak, obrońca tytułu i wielokrotny Mistrz Polski na krótkim dystansie. Wiedziałem ,że po trzech kilometrach muszę mieć nad nim 10 sekund przewagi...Zadanie trudne ale wykonalne!

START
Starter wystrzelił a ja ruszyłem ile sił w nogach...Po dwustu metrach był zakręt i zwężenie, chciałem dobiec do tego miejsca pierwszy aby nie przebijać się potem przez grupę. Mimo ,że ruszyłem ,,z kopyta" to oni byli szybsi...Nic w sumie dziwnego, maratończyk ma swoje ograniczenia! Zamknęli mnie a ja mozolnie walczyłem o wysforowanie się na przód grupy. Nie miałem czasu do stracenia, musiałem pracować na siebie. Zawodnik z RKS na plecach łokciował się ze mną i popychał, zapamiętałem go sobie...W końcu udało mi się przebić i prowadziłem. Wreszcie mogłem się rozpędzić mimo ,że pierwszy kilometr był prawie cały pod górkę! Nadawałem tempo i zacząłem wprowadzać taktykę w życie. Po chwili zacząłem słyszeć ,że grupa się naciąga i rozrywa. Moje tempo próbował utrzymać jedynie nie kto inny jak Mateusz Demczyszak, reszta została trochę z tyłu. Do zamknięcia pierwszej pętli z dwóch został nam kilometr z górki. Ruszyłem ile sił w nogach nie zważając na bardzo nierówny teren i ryzyko wywrotki. Ten szaleńczy bieg sprawił ,że zacząłem odrywać się od Mateusza. Biegłem trochę jak w amoku, bardzo skupiony i pewny siebie. Moja taktyka była ryzykowna ponieważ mogłem ,,zalać się kwasem" i zgasnąć jak świeczka. Mimo wszystko ryzyko było konieczne. Wbiegłem na drugą pętle z przewagą. Kibice dopingowali a ja czułem się fantastycznie, to był mój dzień. Podbiegł wchodził w nogi, mięśnie paliły. Szczyt był coraz bliżej. Gdy tam dotarłem okazało się ,że mam swoje 10 sekund przewagi po trzech kilometrach! Zbiegałem już ostrożnie, teren był naprawdę nierówny, wiedziałem ,że nikt już nie odbierze mi zwycięstwa. Czułem się fantastycznie.

EPILOG
Jako młody zawodnik miałem szczęście trafić pod skrzydła wspaniałego szkoleniowca Eugeniusza Markowicza. Złoty człowiek o dobrym sercu, najlepszy trener jakiego znam. Trenując z trenerem Markowiczem osiągaliśmy wiele sukcesów, nie udało się nam jednak sięgnąć po upragnione złoto. Miałem wrażenie ,że trener pragnął tego tak samo jak ja. Patrzyliśmy wielokrotnie z zazdrością jak trener zwycięskiego zawodnika wiesza swojemu podopiecznemu upragniony złoty medal na szyi. W sobotę po wielu latach od zakończenia naszej współpracy spotkaliśmy się w Jeleniej Górze...Trener Markowicz przyjechał z ,,młodym narybkiem", a ja dokonałem tego o czym wspólnie zawsze marzyliśmy. Nie wyobrażałem sobie aby ktoś inny mógł zawiesić ten złoty medal na mojej szyi. Dziękuję trenerze za ukształtowanie mnie jako zawodnika. Wszystkie moje sukcesy to zasługa trenera!

Arek wygrywa Wroactiv

arek 10k wroactiv

Stojąc na linii startu 4. Dziesiątki Wroactiv byłem zrelaksowany ale i skupiony na czekającym mnie wyzwaniu. Każdy start we Wrocławiu wzbudza we mnie dodatkowe emocje ze względu na łączące mnie z tym miastem więzi. Przez ostatnich kilka tygodni czułem na sobie sporą presję wynikającą ze słabego startu kontrolnego w połowie lutego podczas Biegu Urodzinowego w Gdyni. Dużo czasu zastanawiałem się dlaczego tamten bieg wyszedł tak słabo i co było tego przyczyną. Na dokładkę obok mnie stał mistrz Polski na 10 000m Tomasz Grycko ,który pokonał mnie wtedy różnicą aż 38",a mi przecież zależało na zwycięstwie w swoim mieście. Mimo obecności mocnych rywali skupiłem się na sobie. Wiedziałem ,że jeżeli doszedłem do siebie to tym razem bieg może wyglądać trochę inaczej inaczej...


Ostatni tydzień przed startem nie wyglądał wcale lekko. Na siedem dni do biegu zdecydowałem się wykonać dosyć mocny trening 4x3km na prędkościach półmaratońskich. Pierwsze dwa odcinki były bardzo ciężkie, w dalszym ciągu brakowało mi świeżości i swobody. Po zmianie butów na kolce sytuacja trochę się poprawiła ale mimo wszystko samopoczucie powinno wyglądać zdecydowanie lepiej. Start w 4. Dziesiątkce Wroactiv chciałem potraktować kontrolnie więc mimo presji w środę wykonałem kolejny ciężki trening 12x1km na przerwie 1'30", ponownie na prędkościach półmaratońskich. Z tego treningu byłem już trochę bardziej zadowolony chociaż poziom trudności tego treningu był zdecydowanie mniejszy. Dzień przed startem wykonałem rozruch i poszedłem na kilkukilometrowy spacer z żoną i pieskiem aby zrelaksować się i nie myśleć o czekającym mnie wysiłku. Czułem sporą niepewność, aby myśleć o dobrym wyniku 1 kwietnia w Pradze powinienem spokojnie łamać 30' a tymczasem w Gdyni nabiegałem jedynie 30'30". 4. Dziesiątka Wroactiv miała być ostatnim startem kontrolnym przed praskim półmaratonem i musiała mi po prostu wyjść !


W biurze zawodów dowiedziałem się z kim przyjdzie mi rywalizować. Tomek Grycko biegający regularnie poniżej 30'00" z miejsca stał się najgroźniejszym rywalem. Drugim poważnym konkurentem był Mateusz Demczyszak, któremu koniecznie trzeba było uciec na trasie ponieważ dysponuje piekielnym finiszem. W końcu jest jednym z najlepszych millerów w kraju! Ostatnim rywalem był wiatr ,który zazwyczaj na Maślicach hula niemiłosiernie. Dzisiaj na szczęście wiało solidnie ale nie było tragedii. Po strzale startera ruszyliśmy mocno do przodu...Przed startem miałem nadzieję na spokojny początek i czas na dogrzanie a tymczasem pierwszy kilometr pokonaliśmy w 2'46"...Byłem jednocześnie zadowolony ale i lekko przestraszony. Wiem co taka prędkość potrafi zrobić z mięśniami. Kolejny kilometr pokonaliśmy z T.Grycko i M.Demczyszakiem w 2'53", nikt nie miał zamiaru zwalniać. Pomyślałem sobie ,że jak ja miałem zamiar zacząć spokojnie to oni akurat wymyślili sobie wojnę totalną i walkę na wyniszczenie... Podjąłem wyzwanie ponieważ w końcu jak odpadnę to będę biegł sam bez wsparcia w walce z wiatrem. Na kolejnym odcinku pokonanym w 2'50" biegłem z Tomkiem bark w bark, Mateusz zaczął słabnąć i odpadać od grupy. W tym momencie już wiedziałem, że tego dnia T.Grycko będzie miał z kim biegać do końca i nie urwie mi się tak jak ostatnio. Pomału zaczęliśmy płacić cenę za mocno podyktowane tempo z początku biegu. Przez kolejne dwa kilometry biegliśmy w tempie 3'00"/km i na półmetku zameldowaliśmy się z czasem 14'33". Ostatni raz taki międzyczas miałem kilka lat temu! Mimo dobrego czasu w dalszym ciągu czułem się dobrze. Po pokonaniu znacznika 6km przyspieszyłem lekko i zauważyłem, że zaczynam zyskiwać przewagę. Okazało się, że ja utrzymywałem tempo poprzednich kilometrów a rywal po prostu zwalniał. Biegnąc i mijając tłum biegaczy czułem się fantastycznie, mogłem liczyć na naprawdę gorący doping. Wiele osób znało mnie i krzyczało ,,Arek, dawaj,dawaj !!". Właśnie z tego powodu bieganie we Wrocławiu wyzwala we mnie dodatkowe emocje. Do samego końca udało mi się utrzymać tempo delikatnie poniżej 3'00"/km mimo wchodzącego w nogi na ostatnim kilometrze podbiegu. Drugą 5kę pokonałem w 14'56" co dało wynik na mecie 29'29" będący moim najlepszym wynikiem na dystansie 10km od wielu lat. Moja radość na mecie jak i zaskoczenie z uzyskanego wyniku były naprawdę wielkie. Prawdopodobnie gdyby ktoś naciskał mnie do końca to mógłbym powalczyć o nowy rekord życiowy.

Start kontrolny wyszedł na 5+. Z takim wynikiem uzyskanym w starcie kontrolnym mogę jechać na Półmaraton do Pragi i nie bać się międzyczasu 30'00"/10km. Jestem już doświadczonym zawodnikiem więc wiem ,że wiele scenariuszy jest jeszcze możliwych i dobry wynik w półmaratonie należy najpierw pobiec ale pozytywne podejście i wiara w sukces na pewno zwiększą moje szanse. Teraz czeka mnie jeszcze start na Mistrzostwach Polski w Biegach Przełajowych w Jeleniej Górze 11.03.2017 i obóz w Szklarskiej Porębie. Oby zdrowie w dalszym ciągu dopisywało :)

Gratulujemy i trzymamy kciuki!